Firma rodzinna. Opowieści polskich przedsiębiorców

Drugi tom historii firm rodzinnych opowiadanych przez beneficjentów projektów FR1 i FR2. Premiera książki miała miejsce 9 grudnia 2015 roku podczas konferencji PARP, podsumowującej projekt Firmy Rodzinne 2.

Paneliści konferencji

9 grudnia br. odbyła się konferencja zamykająca projekt „Firmy rodzinne 2”. Otwierający konferencję, Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes PARP, i prof. Andrzej J. Blikle, prezes IFR, podkreślili, że wielkim osiągnięciem obu projektów było zbudowanie środowiska firm rodzinnych – sieci wzajemnie wspierających się i współpracujących ze sobą firm.

Powitanie z Pożegnaniem z Afryką

Firma Pożegnanie z Afryką powstała w 1992 r. Założyli ją Zofia Drohomirecka oraz jej mąż. Zainspirowani sklepami z herbatą, które istniały w już Polsce, marzyli, by otworzyć sklep z kawą. Znajomi odradzali, twierdzili, że to zły pomysł na biznes. Jednak Drohomireccy nie słuchali sceptyków, tylko dalej robili swoje.

 

Uczestnicy spotkania w firmie Pożegnanie z Afryką

 

Ich wysyłki został docenione przez mieszkańców Krakowa (ta mieszkali). Sklep przy ul. Gertrudy od początku cieszył się dużym zainteresowaniem. Wpływa na to miała niewątpliwie jego chwytliwa nazwa. Skąd się wzięła? W owym czasie powstały książka i film Pożegnanie z Afryką. Autorka książki była pierwszą kobietą, która założyła plantacje kawy, co doskonale wpisywało się w profil działalności firmy.

Pierwszym pomysłem na poszerzenie działalności, która zaczęła odnosić sukcesy, były objazdy po Polsce, by znaleźć partnerów sprzedaży kawy. Okazało się to bardzo trudne, bo nie było nikogo, kto by się tym zajmował. Jednak Drohomireccy przypomnieli sobie, że w ekonomii istnieje coś takiego jak franchising. Aby poszerzyć wiedzę w tym temacie, kupili książkę. Okazało się, że przetłumaczył ją mieszkaniec Krakowa. Skontaktowali się z nim i zaproponowali współpracę. W czasie, gdy przygotowywali umowę, uśmiechnęło się do nich szczęście. Jeden z magazynów biznesowych chciał napisać o franchisingu. Jego redaktorzy dotarli do współpracownika Drohomireckich i w ten sposób okazało się, że Pożegnanie z Afryką jest drugą firmą w Polsce, która chciała rozwijać się poprzez franchising (pierwsza była inna firma rodzinna, Andrzej Blikle). Dzięki rozgłosowi w mediach, zaczęli zgłaszać się pierwsi franczyzobiorcy.

Dzisiaj Pożegnanie z Afryką to nie tylko kawa, ale również herbata. Razem z Zofią Drohomirecką, firmę prowadzą syn Łukasz oraz jego żona. W całej Polsce znajduje się 12 punktów sprzedaży, firma rozwija się również poprzez obecność na stoiskach partnerskich. Od 2008 roku wszystkie towary można kupić również w sklepie internetowym.

 

Kawa czy herbata?

Właściciele Pożegnania z Afryką podzielili się z nami nie tylko wiedzą w zakresie franchisingu, ale również praktycznymi umiejętnościami. Mieliśmy okazję zobaczyć na przykład proces palenia kawy. Okazało się, że jej ziarna przed obróbką są zielone. Aby przeprowadzić proces palenia, należy te ziarna wrzucić na patelnię i smażyć, od czasu do czasu mieszając. Im dłużej palimy ziarna, tym mocniejszy aromat będzie miała kawa. Przekonaliśmy się o tym na własnym podniebieniu. Degustowaliśmy bowiem dwie kawy- jasno i ciemno paloną. Opinie były bardzo zróżnicowane. Jedni zachwycali się łagodnym smakiem i lekko dymnym aromatem kawy Gwatemala Antigua (ciemno palona), inni nie mogli oderwać się od odkrytej w Brazylii kawy Meksyk Maragogype. Właściciele Pożegnania z Afryką pamiętali również o miłośnikach herbaty. Zasmakowaliśmy niezwykłego rarytasu, tzw. „złota Buddy”. Herbata o nazwie Buddha Ama Cha powstaje z rośliny należącej do rodziny hortensji. W japońskiej tradycji używana jest podczas ceremonii świętowania narodzin Buddhy (8 kwietnia). Jest to najdroższy ze wszystkich oferowanych przez sklep produktów. Co ciekawe jednak, wystarczy jeden listek, by zaparzyć całą szklankę herbaty.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji odwiedzić sklepu Pożegnanie z Afryką przy ul. Św. Tomasza, serdecznie zachęcamy. Można w nim poczuć niezwykły klimat, trochę kolonialny i nostalgiczny, czego od początku chcieli właściciele.  

 

Tekst i zdjęcia: Małgorzata Stromczyńska